niedziela, 6 grudnia 2015

Wpis gościnny: Citroen BX 16 TRS

Autorem dzisiejszego wpisu jest Wiktor, administrator strony Freshtimers.pl na Facebooku. Już nie przedłużając, oddajemy mu głos:

„Zgodnie z wcześniejszą, jeszcze sierpniową zapowiedzią, postaram się przedstawić Wam rzadko spotykany już na naszych drogach samochód, jakim jest Citroen BX pierwszej serii z lat 1982-1986. Prezentowany egzemplarz pochodzi z roku 1985 i jest moją własnością od niedawna, choć nie jest pierwszym moim Citroenem z zawieszeniem hydropneumatycznym...



Kilka słów tytułem wstępu
Wczesne lata 80. były czasem przechodzenia samochodów do ery plastiku. Zniknęły powszechne jeszcze w latach 70. chromowane ozdoby, które nagle stały się wręcz passe. Czy to dobrze, czy źle... Wygląd samochodów raczej często na tym cierpiał, ale nie da się podważyć korzyści płynących ze stosowania tworzyw sztucznych: ceny, trwałości i lekkości. Lekkości, do której zwykle nie przywiązywano zbytniej wagi, a która okazała się rzeczą istotną w ekonomii samochodów. Ekonomii, która stawała się coraz ważniejsza po kryzysach paliwowych lat 70. Dla porównania, masa gołego nadwozia modelu GSA wynosiła 276 kg, większego CX 323 kg, a BX zaledwie 241 kg. Przyczyniło się tu między innymi szerokie zastosowanie tworzyw sztucznych, gdyż poza typowymi elementami plastikowymi, BX otrzymał plastikową pokrywę silnika, podszybie, klapę bagażnika oraz elementy tylnych słupków, w mojej wersji wyposażonych w pleksiglasowe okienka (w uboższych wariantach słupki tylne były pełne, lakierowane w kolorze nadwozia).
BX wypełniał istotną lukę pomiędzy dość dychawicznym GSA a sporym CX-em, które zresztą miały już kilkuletni staż na rynku. Gama silnikowa obejmowała początkowo dwa silniki benzynowe i wolnossącego diesla, o pojemnościach odpowiednio 1361, 1580 i 1905 ccm i mocach od 61 do 90 KM. Później do gamy dołączały jeszcze bardzo różne silniki o pojemnościach od 1.1 do 2.0 lira, a w serii drugiej szczytowa wersja cywilna otrzymała silnik o pojemności 1905 ccm i mocy 160 KM, pozwalający na przyspieszenie w okolicach 8.6 sekundy do 100 km/h i osiąganie maksymalnej prędkości niemal 220 km/h... Projekt nadwozia Citroena BX wyszedł z pracowni Bertone, spod ręki Marcello Gandiniego – człowieka odpowiedzialnego za wygląd takich samochodowych legend jak Lamborghini Miura, Countach i Diablo, Lancia Stratos... a także drugiej generacji Renault 5. Stylistycznie odbiegał swoją kanciastością od miękkich linii CX i GSA, lecz raczej nie budziło wątpliwości, że jest to Citroen z krwi i kości. Okazał się jednak modelem bardzo trafionym, najliczniej produkowanym Citroenem lat 80. Pomimo 7 lat w produkcji, w roku 1989 na rodzimym rynku zajmował 7. pozycję. Jak wyżej wymienione modele, również i on otrzymał w standardzie układ zawieszenia hydropneumatycznego...



Kochać czy nienawidzić? 
 Każdy laik wręcz alergicznie reaguje na hasło "hydropneumatyka" - "Przecież to się ciągle psuje" - słyszymy często od nieznających tematu. Owszem, psuje się, jak każdy mechanizm. Ale psuje się najczęściej z powodu zaniedbań, szczególnie nieprzestrzegania terminów wymiany LHM. Brudny, zawodniony LHM powoduje liczne następstwa w układzie, szczególnie rdzewienie przewodów ciśnieniowych, wyrabianie się zaworów itp. Wyniki tego są dość przykre, gdyż duży wyciek skutecznie unieruchamia samochód, pozbawiając go nie tylko prześwitu i amortyzacji, ale również, w przypadku dużego ubytku płynu, możliwości skutecznego hamowania, o wspomaganiu kierownicy nie wspominając. Zwykły samochód wybaczy zdecydowanie dużo więcej, ale...
Układ hydropneumatyczny, poza dużym komfortem podróżowania (jeśli ktoś lubi samochody z miękkimi nastawami zawieszenie), pozbawia go jednocześnie podstawowej wady takich nastawów w klasycznej konstrukcji - poważnych zmian prześwitu, a co za tym idzie, również zmiennej charakterystyki prowadzenia. Citroen zastosował na każdej z osi tak zwane korektory wysokości. Dzięki ich pracy, układ automatycznie dopompowuje płyn hydrauliczny do siłowników zawieszenia, aby zachować stały prześwit. Zatem niezależnie, czy podróżujemy sami, czy w piątkę z bagażami, prześwit jest wartością stałą, którą możemy... zmienić. Każdy Citroen z zawieszeniem hydro ma możliwość zmiany prześwitu poprzez odpowiednie ustawienie dźwigienki, w BX-ie znajdującej się pomiędzy przednimi fotelami, w okolicach dźwigni hamulca ręcznego. Zwykle pozostaje ona w ustawieniu nominalnym, czyli prześwicie drogowym, ponadto do jazdy po drogach gruntowych z dużymi koleinami możemy wybrać ustawienie terenowe, powiększające prześwit o około 10 cm. Samochód staje się wtedy co prawda bardzo sztywny, ale mamy dużo więcej szans, żeby o nic nie zahaczyć podwoziem czy nie powiesić samochodu na garbie. Opcja przydaje się też do forsowania wysokich krawężników, z którymi mogłyby poradzić sobie tylko prawdziwe terenówki.



Kosmos, czyli o co tu chodzi...
 Każdy, kto nigdy wcześniej nie miał do czynienia z klasycznym Citroenem, przeżyje lekki szok i zagubienie, patrząc na deskę rozdzielczą. Na początek uwagę przykuwa jednoramienna kierownica, niegdyś znak firmowy tej marki. Wieniec jest odpowiednio gruby, dobrze leży w rękach.
Ale widok rozpościerający się przed kierowcą, to dopiero prawdziwa magia. Na początku, czarna magia. Nie mamy tutaj klasycznych zegarów z okrągłymi tarczami. Prędkościomierz zajmuje centralne miejsce w zestawie wskaźników, ale ma konstrukcję obracającego się w lewą stronę bębenka, ukazującego kolejne wartości liczbowe co 20 km/h. Kontrolki są czytelne i nie nastręczają problemów z rozpoznaniem. Po lewo od prędkościomierza znajduje się wyświetlacz przedstawiający schematycznie zarys samochodu,  sygnalizujący m.in. otwarcie drzwi (konkretnych), maski, tylnej klapy, włączenie kierunkowskazu oraz zaciągnięcie hamulca ręcznego. W dolnej części wskaźników znajduje się diodowy obrotomierz, pokazujący w formie paska osiągane wartości. Po jego prawej stronie znajduje się zestaw "złowieszczych" kontrolek, z wielkim "STOP" na czele - sygnalizuje ona ubytek płynu hydraulicznego, brak ciśnienia oleju i zbyt wysoką temperaturę silnika, oczywiście w zestawie z drugą ikonką wyjaśniającą źródło alarmu.
Pod kierownicą nie znajdziemy również klasycznych dźwigienek oświetlenia i wycieraczek. Wszystkie przełączniki zgrupowano w dwóch symetrycznych "naroślach" otaczających zegary. Wszystkie przyciski znajdują się pod ręką, są dobrze oznaczone, ale niewątpliwie wymagają kilku chwil przyzwyczajenia. Przełącznik kierunkowskazów ma tę wadę, że nie powraca samoczynnie do położenia zerowego, choć znajduje się idealnie pod palcem. Zupełnie nieintuicyjnie jest umieszczony przycisk klaksonu - znajduje się w zupełnie niespodziewanym miejscu, nawet dla obytych ze starymi francuzami, mianowicie w dole prawej "narośli". Często dochodzi do tego, że sięgając do stacyjki, trącamy ten przycisk. W serii drugiej zastosowano już klasyczne rozwiązania z manetkami.


Jak to jeździ?
 Przekręcamy kluczyk i włącza się automatycznie podświetlenie zestawu wskaźników. Ta wersja posiada automatyczny system ssania sterowany termostatem, więc nie musimy (przynajmniej teoretycznie) manipulować gazem przed odpaleniem. Część wersji była wyposażana w gaźniki z ręcznym sterowaniem ssania. Po chwili wygasają wszystkie kontrolki, a przede wszystkim "STOP", który sygnalizuje nam wzrost ciśnienia w układzie hydraulicznym – teraz zawieszenie jest podniesione, a hamulce działają. BX został wyposażony w cztery pełne tarcze, co teoretycznie zapewnia mu całkiem niezłą sprawność. Dużego wyczucia wymaga operowanie hamulcem, gdyż skok pedału jest bardzo niewielki w porównaniu z klasycznymi układami, a co za tym idzie, łatwo możemy doprowadzić do zblokowania kół (ABS w tym czasie nie występował w BX-ie nawet jako opcja). Jednak jeśli wyczujemy już nietypowe działanie tego systemu, hamulce okazują się wystarczająco skuteczne, jak na dynamikę i charakter BX-a.
Obracanie kierownicą nie wymaga wielkiego wysiłku, chociaż mój egzemplarz został wyposażony w maglownicę od wersji bez wspomagania. Pierwotnie miał je, lecz nie wytrzymało ono próby czasu, jako pierwszy element układu wysokiego ciśnienia.
Charakterystyka układu jezdnego nie zachęca do szaleństw, ale nawet przy dynamicznej jeździe w trakcie prób sportowych na rajdzie WUK-a, samochód jechał neutralnie i dokładnie tam, gdzie chciał tego kierowca. Nierówności rzeczywiście są znacznie mniej wyczuwalne niż w samochodach o klasycznym zawieszeniu, ale trzeba uważać, gdyż podczas szybkiej jazdy na dużych nierównościach potrafi "dobić". Samochód w ciasnych zakrętach przechyla się dość znacznie, nie powodując jednak poczucia wielkiego dyskomfortu.
Przyspieszenie generowane przez silnik o pojemności 1.6 litra i mocy 90KM nie jest może porażające, ale z pewnością nie daje powodów do wstydu i frustracji. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje BX-owi około 13 sekund, a teoretyczna prędkość maksymalna wynosi 176 km/h, lecz komfort akustyczny, po przekroczeniu 120 km/h jest już niski.
Spalanie nie zaskakuje szczególnie, jeśli bierzemy pod uwagę dzisiejsze standardy, ale w porównaniu do pojazdów zbliżonej klasy, o podobnej mocy, można powiedzieć, że nie jest źle. Citroen mieści się w okolicach 9-10 litrów podczas jazdy miejskiej i około 6-7 litrów w trasie, co nie jest wynikiem złym przy mocy 90 KM oraz gaźnikowym zasilaniu. Z pewnością przyczynia się do tego dość dobra aerodynamika na poziomie Cx = 0,34 oraz umiarkowana masa własna na poziomie 950 kg – dla porównania, około 70 kg mniejsza niż porównywalnego Forda Sierra.
Podsumowując, BX jeździ dość współcześnie, komfortowo, ale wymaga pewnego przyzwyczajenia, szczególnie jeśli chodzi o wyczucie działania hamulców.




Nadwozie i wnętrze
 Wykończenie wnętrza mojego egzemplarza zostało utrzymane w tonacji beżowo-brązowej, lecz dostępne były również wersje szare i niebieskie. Trzeba przyznać, że jak na trzydziestoletni samochód, jego wnętrze, a szczególnie elementy plastikowe, dość dobrze przetrwało próbę czasu. Zaskakuje fakt, że praktycznie nie słychać żadnych drażniących pisków czy trzasków elementów deski rozdzielczej. Wzór tapicerki i jej faktura niestety nie zachwycają, przypominają pokrycie starej wersalki. Dla niektórych osób fotele okażą się nieco zbyt miękkie, lecz należy pamiętać, że samochód ma już 30 lat, a przebieg jest nie do końca znany, ale z pewnością powyżej 160 tys. km, więc z pewnością dawniej były nieco bardziej "jędrne". Nietypowe jest sterowanie pochyleniem oparcia, jak również kątem zaklinowania całego fotela, bo pokrętłami, ale znajdującymi się na przednich krańcach siedziska, a przekazujących napęd za pomocą pasków klinowych. Ustawienie fotela może być dla niektórych osób może nieco zbyt "leżące". Na brak miejsca na nogi czy łokcie przy czteroosobowej obsadzie raczej nikt nie będzie narzekać, natomiast pasażerowie tylnej kanapy, jeśli mają powyżej 180 cm wzrostu, to fryzurą będą dotykali podsufitki. Jako, że jest to wersja najbogatsza w ówczesnej ofercie BX-a, to posiada zagłówki dla czterech miejsc, a także pasy dla każdego pasażerów, przy czym jedynie  pas biodrowy dla środkowego miejsca tylnej kanapy nie posiada zwijarki. Pasy mają dość nietypowy wzór i kolor dopasowany do ogólnej kolorystyki nadwozia.
Skoro już o miejscu jest mowa, to warto wspomnieć o bagażniku, który ma przyzwoitą pojemność wynoszącą 444 litry, a do tego jest niebywale ustawny, gdyż jego kształt, poza pochyloną ścianą tylnego oparcia, jest praktycznie prostopadłościenny. Oczywiście tylna kanapa może zostać złożona, zapewniając równą podłogę. Niestety nie jest dzielona. W przypadku złapania gumy próżno szukać koła zapasowego pod dywanikiem, znajduje się ono, a jakże by inaczej, w koszu podwieszonym pod podłogą bagażnika.
Drażniące jest usytuowanie lusterka wstecznego, które w moim egzemplarzu zostało zamocowane dość nisko, ale nawet przy fabrycznym ustawieniu byłoby zbyt nisko i zasłania sporą część pola widzenia. Również jednoramienna wycieraczka przedniej szyby nie jest rozwiązaniem dobrze przemyślanym, gdyż w przeciwieństwie do dwuramiennego układu, spory fragment lewej strony szyby na linii wzroku kierowcy zostaje nieoczyszczony. Ogólnie należy powiedzieć, że widoczność jest raczej dość przeciętna.
Reflektory, mimo wieku, oświetlają drogę dość dobrze.
Przyjemnym zaskoczeniem jest również to, że mój egzemplarz wyposażono fabrycznie w elektryczne sterowanie wszystkich czterech szyb.


 Podsumowanie
 Citroen był marką, do której na naszym rynku podchodzono zawsze z wielką nieufnością, obawiając się kosztów eksploatacji i serwisowania. Dzisiaj z pewnością można uznać BX-a, jako samochód w pełni klasyczny, a co za tym idzie, z pewnymi wadami i narowami. W egzemplarzach, które lekkiego żywota nie miały, a tyczy się to szczególnie tych będących długo na naszych drogach, będziemy mieli co robić, ale w większości przypadków ktoś, kto lubi samodzielne dłubanie przy samochodzie, powinien poradzić sobie sam. Oczywiście w samochodzie w tym wieku spotkamy drobne ogniska korozji, lecz zwykle nic poważnego, zwykle są to dolne ranty drzwi. Podłoga była fabrycznie zabezpieczona warstwą PCV, więc nawet po 30 latach, jeśli powłoka nie uległa mechanicznemu uszkodzeniu, możemy się spodziewać widoku, który nie przyprawi nas o palpitację serca ani drenaż portfela. Części typowo eksploatacyjne, jak silentblocki zawieszenia, klocki i tarcze hamulcowe, filtry czy uszczelki silnika dostępne są jeszcze dość dobrze. Problematyczne mogą być niektóre elementy układu wysokiego ciśnienia, choć ten, jeśli raz i dobrze się zrobi, nie powinien sprawiać niespodzianek. Wycieki najczęściej pojawiają się w okolicach połączeń przewodów wysokiego ciśnienia i korektorów wysokości. Sfery, zwane popularnie gruszkami, zawodzą rzadko, choć warto pamiętać o uzupełnianiu azotu. Ewentualna wymiana jest prosta, a cena pojedynczej części wynosi około 110 zł (nowa). Pompa również nie należy do elementów szczególnie awaryjnych, choć po latach bywa różnie...
Ale jeśli nie będziemy się obawiali ewentualnych kosztów, to z pewnością BX jest ciekawą propozycją, a przy tym, stosunkowo tanio można kupić zadbany egzemplarz, choć oferta rynkowa nie jest zbyt bogata, mimo, że powstało ich ponad 2,315 mln sztuk w przeciągu 12 lat produkcji. Dostępne są już praktycznie tylko BX-y drugiej serii, których wnętrze straciło nieco indywidualizmu, lecz zyskało za to na ergonomii. Z zewnątrz dalej mamy zaledwie delikatnie kosmetycznie zmieniony projekt Gandiniego sprzed 33 lat. Ci, którzy cenią sobie komfort, z pewnością polubią jazdę BX-em. Mimo wszystko, trudno uznać jednak, żeby był to samochód do bezproblemowej codziennej jazdy..."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz