czwartek, 6 listopada 2014

Nabyłem: FSO Polonez Caro 1.6 GLI


Od kilku lat jestem w posiadaniu Fiata 126p, ale w końcu zapragnąłem czegoś większego i wygodniejszego. Cel był prosty: szukam Dużego Fiata albo Poloneza. Poszukiwania trwały prawie rok: a to oglądane auto okazywało się wrakiem niewartym żądanej kwoty, kiedy indziej znowu handlarze byli szybsi. 


Tak mijały dni, tygodnie i miesiące, aż nadeszły ferie 2014. Wykorzystując ładną pogodę, wsiadłem na rower i ruszyłem na objazd dzielnicy. Przejeżdżam obok zamykanego parkingu i ku własnemu zaskoczeniu, kątem oka dostrzegam pewien charakterystyczny kształt. Przecież przejeżdżałem tamtędy wiele razy, to niemożliwe, żebym wcześniej nie zwrócił na niego uwagi. Zawracam i się upewniam: no tak, to Polonez, w dodatku w ciekawym kolorze. Główna brama była zamknięta, ale zauważyłem człowieka robiącego wiosenne porządki we wnętrzu swojego Focusa. Zostawił uchyloną boczną furtkę. Wchodzę, grzecznie się pytam, czy nie przeszkadza mu, że obejrzę sobie Poloneza sąsiada. Gdy upewnił się, że nic więcej od niego nie chcę, machnął ręką i wrócił do poprzedniego zajęcia. Podchodzę do Poldka i opada mi szczęka. Lekka wgniotka na drzwiach, ale poza tym, grama rdzy, jedynie drobne odpryski w kilku miejscach. Wszystkie szyby oryginalne, na felgach oryginalne opony Dębica Vivo z 1996 roku. Patrzę na licznik: 38276 km. Drżącymi rękami wyciągam z plecaka "kartkę" i zostawiam ją za wycieraczką. W tym przypadku byłem wyjątkowo dobrej myśli – oprócz mojego „liściku” za drugą wycieraczką był także inny: „upomnienie” od zarządu parkingu o nie opłaceniu miejsca za rok 2013. Pomyślałem, że albo właściciel nie żyje (bo w końcu zalega z opłatami za parking) i auto stracone, albo będzie chciał sprzedać wóz, żeby pozbyć się problemu. Po (szybkim) powrocie do domu sprawdzam dane w UFG – Polonez ma ważne ubezpieczenie, czyli jest właściciel! Teraz pozostało czekać.
Zdjęcie zrobione podczas pierwszego spotkania. Czułem, że będzie mój!

Równo miesiąc po zostawieniu "kartki" odbieram telefon. Dzwoni syn właściciela, umawiamy się na następny dzień. Punkt 14.00 spotykamy się na znanym mi już parkingu. Krótkie oględziny, krótka jazda próbna, krótkie negocjacje i idziemy do domu właściciela spisać umowę. Właścicielem (oczywiście pierwszym) był Pan rocznik 1935, z racji wieku i stanu zdrowia od kilku lat tylko schodził do auta i je "przepalał". Dlaczego zdecydował się na sprzedaż? Tego dnia kończyło się ubezpieczenie. Klasyka.  Spisujemy umowę i szczęśliwi wracamy do domu. Następnego dnia auto pojechało do SKP, bo ostatnie badanie techniczne było ważne do marca 2013. Poldek przeszedł przegląd bez najmniejszego problemu, a diagnosta określił go słowami "stan wzorcowy", czym bardzo poprawił mi humor.

Pod koniec maja byłem nim na pierwszym środowym spocie Youngtimer Warsaw. W międzyczasie na desce rozdzielczej wylądował modelik Poloneza (prezent od Ukochanej) i szczur z Ikei. W październiku do auta doszły dystanse 20 mm na obie osie i alufelgi 14’’ z Lancii oraz wlepka YW. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz