Volvo ze zdjęć „obserwowałem” przez trzy lata. Stało sobie
spokojnie na zamykanym parkingu w pobliżu mojego liceum. Raz na jakiś czas
chodziłem sprawdzać, czy 340tka nadal jest na swoim miejscu. Auto
ewidentnie na mnie czekało…
W kwietniu tego roku nareszcie nadarzyła się okazja – ktoś zostawił otwartą furtkę na parkingu, mogłem wejść i zostawić kartkę „Kupię…”, która zniknęła po paru dniach. Jednak telefon milczał. Właściciel odezwał się do mnie na początku czerwca. Dlaczego dopiero po prawie dwóch miesiącach? Bo trzeba opłacić drugą ratę OC, do końca roku, a Starszy Pan zamówił sobie w salonie nowego Hyundaia i20, którego odbiera na dniach, a nie zamierza utrzymywać dwóch samochodów… Taaak, klasyka: właściciel nie sprzeda auta (nawet jeśli nim nie jeździ), dopóki wielkimi krokami nie będzie się zbliżał koniec ubezpieczenia.
W kwietniu tego roku nareszcie nadarzyła się okazja – ktoś zostawił otwartą furtkę na parkingu, mogłem wejść i zostawić kartkę „Kupię…”, która zniknęła po paru dniach. Jednak telefon milczał. Właściciel odezwał się do mnie na początku czerwca. Dlaczego dopiero po prawie dwóch miesiącach? Bo trzeba opłacić drugą ratę OC, do końca roku, a Starszy Pan zamówił sobie w salonie nowego Hyundaia i20, którego odbiera na dniach, a nie zamierza utrzymywać dwóch samochodów… Taaak, klasyka: właściciel nie sprzeda auta (nawet jeśli nim nie jeździ), dopóki wielkimi krokami nie będzie się zbliżał koniec ubezpieczenia.
Umówiłem się na oglądanie auta na najbliższą sobotę.
Punktualnie o 11 spotykamy się przed parkingiem i rozpoczyna się prezentacja
wozu. Volvo pochodzi z 1987 roku i ma na liczniku jedynie 187000 km. Ten
przebieg wydaje mi się dość prawdopodobny, bo przecież sam wiem, że od kilku
lat auto głównie stało, a właściciel raczej nie „kręcił licznika” do sprzedaży.
Starszy Pan ma ten samochód od nowości, jest jego pierwszym i jedynym
właścicielem. Z uwagą oglądam kolejne detale, na które wskazuje mój rozmówca. W
końcu nieśmiało pytam, czy możemy odbyć jazdę próbną. Starszy Pan od razu się
zgadza, musi tylko pójść do domu po dowód rejestracyjny. Zostaję sam na sam z
340tką (właściciel oczywiście zabrał ze sobą kluczyki). Nareszcie mam okazję
dokładnie ją obejrzeć i zrobić kilka zdjęć. Co udało mi się znaleźć:
- Tu rdza, tam rdza, ale do ogarnięcia w kilka weekendów
- Mocno „zapocona” olejem obudowa skrzyni biegów
- Strasznie brudne wnętrze, wymagające gruntownego odkurzenia i prania tapicerki
- Mocno „zapocona” olejem obudowa skrzyni biegów
- Strasznie brudne wnętrze, wymagające gruntownego odkurzenia i prania tapicerki
Wrócił Właściciel i usiadł na miejscu kierowcy i od razu
rozwiały się moje wątpliwości – podczas tej jazdy próbnej będę jedynie
pasażerem. Ruszamy. Dowiaduje się, że w aucie niedawno były wymieniane
amortyzatory i sprężyny. Okazuje się także, że od jakiegoś czasu nie działa
dmuchawa, przyczyny usterki oficjalnie nie są znane. Jedziemy dalej, zaczynam
poznawać historię auta i jego właściciela. Na początku lat 90. Volvo zwiedziło
południe Europy, w tym Włochy, gdzie padło ofiarą włamywaczy, którzy
„przywłaszczyli” bagaże rodziny mojego rozmówcy. W wyniku tego incydentu w
aucie wymieniono zamek w drzwiach kierowcy, co wyjaśnia ponadplanową liczbę
kluczyków. Prezentowane auto przez całe swoje „życie” miało tylko jedną
stłuczkę, ucierpiał jedynie przedni błotnik, zastąpiono go zamiennikiem niskiej
jakości, który w szybkim tempie zardzewiał.
![]() |
| Wspomniany błotnik |
Kończymy przejażdżkę, zaczynamy rozmowę o cenie. Jest dość
rozsądna, co trochę mnie zaskakuje – 1800 zł. Pewnie dałoby się jeszcze zejść o
te 200-300 zł, gdybym się zdecydował. Niestety, muszę podziękować. Pół roku
temu, 340tka jeszcze tego samego dnia znalazłaby się przed moim blokiem… Ale
teraz, gdy kupiłem Poloneza i drugiego Malucha, nie mogę sobie pozwolić na kolejną
zabaweczkę. Minęły trzy miesiące, a ja nadal trochę żałuję, że wybrałem
polskiego „klasyka” zamiast holenderskiego Volvo…



Ostatnie zdanie ostatecznie wyczerpuje temat. Też bym żałował.
OdpowiedzUsuń