niedziela, 19 października 2014

Prawie kupiłem: Volvo 340 DL 1.6D


Volvo ze zdjęć „obserwowałem” przez trzy lata. Stało sobie spokojnie na zamykanym parkingu w pobliżu mojego liceum. Raz na jakiś czas chodziłem sprawdzać, czy 340tka nadal jest na swoim miejscu. Auto ewidentnie na mnie czekało… 


W kwietniu tego roku nareszcie nadarzyła się okazja – ktoś zostawił otwartą furtkę na parkingu, mogłem wejść i zostawić kartkę „Kupię…”, która zniknęła po paru dniach. Jednak telefon milczał. Właściciel odezwał się do mnie na początku czerwca. Dlaczego dopiero po prawie dwóch miesiącach? Bo trzeba opłacić drugą ratę OC, do końca roku, a Starszy Pan zamówił sobie w salonie nowego Hyundaia i20, którego odbiera na dniach, a nie zamierza utrzymywać dwóch samochodów… Taaak, klasyka: właściciel nie sprzeda auta (nawet jeśli nim nie jeździ), dopóki wielkimi krokami nie będzie się zbliżał koniec ubezpieczenia.

Umówiłem się na oglądanie auta na najbliższą sobotę. Punktualnie o 11 spotykamy się przed parkingiem i rozpoczyna się prezentacja wozu. Volvo pochodzi z 1987 roku i ma na liczniku jedynie 187000 km. Ten przebieg wydaje mi się dość prawdopodobny, bo przecież sam wiem, że od kilku lat auto głównie stało, a właściciel raczej nie „kręcił licznika” do sprzedaży. Starszy Pan ma ten samochód od nowości, jest jego pierwszym i jedynym właścicielem. Z uwagą oglądam kolejne detale, na które wskazuje mój rozmówca. W końcu nieśmiało pytam, czy możemy odbyć jazdę próbną. Starszy Pan od razu się zgadza, musi tylko pójść do domu po dowód rejestracyjny. Zostaję sam na sam z 340tką (właściciel oczywiście zabrał ze sobą kluczyki). Nareszcie mam okazję dokładnie ją obejrzeć i zrobić kilka zdjęć. Co udało mi się znaleźć:
- Tu rdza, tam rdza, ale do ogarnięcia w kilka weekendów
- Mocno „zapocona” olejem obudowa skrzyni biegów
- Strasznie brudne wnętrze, wymagające gruntownego odkurzenia i prania tapicerki

Wrócił Właściciel i usiadł na miejscu kierowcy i od razu rozwiały się moje wątpliwości – podczas tej jazdy próbnej będę jedynie pasażerem. Ruszamy. Dowiaduje się, że w aucie niedawno były wymieniane amortyzatory i sprężyny. Okazuje się także, że od jakiegoś czasu nie działa dmuchawa, przyczyny usterki oficjalnie nie są znane. Jedziemy dalej, zaczynam poznawać historię auta i jego właściciela. Na początku lat 90. Volvo zwiedziło południe Europy, w tym Włochy, gdzie padło ofiarą włamywaczy, którzy „przywłaszczyli” bagaże rodziny mojego rozmówcy. W wyniku tego incydentu w aucie wymieniono zamek w drzwiach kierowcy, co wyjaśnia ponadplanową liczbę kluczyków. Prezentowane auto przez całe swoje „życie” miało tylko jedną stłuczkę, ucierpiał jedynie przedni błotnik, zastąpiono go zamiennikiem niskiej jakości, który w szybkim tempie zardzewiał.

Wspomniany błotnik

Kończymy przejażdżkę, zaczynamy rozmowę o cenie. Jest dość rozsądna, co trochę mnie zaskakuje – 1800 zł. Pewnie dałoby się jeszcze zejść o te 200-300 zł, gdybym się zdecydował. Niestety, muszę podziękować. Pół roku temu, 340tka jeszcze tego samego dnia znalazłaby się przed moim blokiem… Ale teraz, gdy kupiłem Poloneza i drugiego Malucha, nie mogę sobie pozwolić na kolejną zabaweczkę. Minęły trzy miesiące, a ja nadal trochę żałuję, że wybrałem polskiego „klasyka” zamiast holenderskiego Volvo…


1 komentarz: