niedziela, 15 października 2017

MIKS ZAGRANICZNY: Kreta

Ostatni tydzień września spędziliśmy na Krecie. Jednak zamiast siedzieć w hotelu nad basenem i korzystać z open baru, woleliśmy zwiedzać. Okazało się, że ta największa z greckich wysp jest po prostu rajem dla grat-spotterów! Na każdym kroku można było spotkać jakiś ciekawy wóz. Przygotujcie swoje organizmy na sporą dawkę żelaza :D

Jeszcze przed wylotem, Syrena R20 w strefie wolnocłowej na Okęciu. Prestiż.

Pierwszy grat upolowany na Krecie. Wypatrzyłem go z tarasu restauracji i już wiedziałem, gdzie najpierw pójdziemy po zakwaterowaniu :P Przez cały nasz pobyt nie ruszył się nawet o milimetr.
Jestem dumny z tego zdjęcia
Datsun/Nissan 1200. Chyba najpopularniejszy pickup na Krecie. Jest ich tyle, że w pewnym momencie przestałem je już fotografować.


Fiat Fiorino. A w tle Caddy z jednego z wcześniejszych zdjęć.



Cinquecento Soleil. A w tle kolejny gruz-pickup
Panda <3 <3 <3 Było ich niestety mniej niż się spodziewałem, w dodatku większość już jako ewidentne nieruchomości.


Ypsilon Panna Cotta Edition


Niezgnita Dedra!




Koneser



190E 1.8 :D Spotkaliśmy kilka W201, wszystkie były benzynowe. Diesle już dawno w Afryce.
WTEM!


Na parterze nieukończonego budynku gnije sobie Alfasud
A obok niej Łada 2105
Grecy mają dość swobodne podejście do stanu technicznego pojazdów. Jeździ? Jeździ. Więc w czym problem?
Przed przylotem na Kretę powiedziałem, że nie wrócimy, dopóki nie spotkam Poloneza. Udało się trzeciego dnia, podczas wycieczki do Agios Nikolaos. 
Agios Nikolaos okazało się wybitnie gratogennym miastem.




Widzieliśmy kilka małych warsztatów, upchniętych między zwykłymi domami mieszkalnymi, w centrum miasta. Czerwone Fiorino wozi części.
W jednej z bocznych uliczek - zakład zajmujący się wymianą wydechów i dorabianiem kluczy.

Truck raz jeszcze




W dyzlu!
Kolejne 1.8




Cudowna, wspaniała, chciałem ją zabrać ze sobą.


Ogórek


Sądząc po zapachu, była kocią kuwetą










Suzuki LJ80. Wyglądało groźnie, więc bałem się podejść bliżej.
By móc eksplorować dalsze zakątki wyspy, postanowiliśmy wynająć samochód. Tym sposobem przez dwa dni mieliśmy do dyspozycji czerwonego Hyundaia i20, z topowym 1.2 pod maską. Ku mojemu zaskoczeniu, jeździło się tym zadziwiająco dobrze.  

Przed przylotem na Kretę nawet nie przypuszczałem, że jazda Hyundaiem dostarczy mi tyle frajdy. 
Na parkingu przy rajskiej plaży Vai, na północno-wschodnim krańcu wyspy. Warto się tam wybrać.


Troszkę mu się zardzewiało
1.8 po raz trzeci!


Błądząc po Sitii


"Zrobimy mu zdjęcie w drodze powrotnej, przecież nigdzie się stąd nie ruszy". Tak było


Dzik!


Widok niezardzewiałych W202 początkowo wzbudzał we mnie szok. Podobnie jak 190tki - tylko benzynowe.



Favoritka w pickupie jest świetna. Mógłbym.
Samochód służby drogowej
I to by było na tyle. Ostatniego dnia, już w drodze na lotnisko, przed jednym z warsztatów widzieliśmy Malucha, ale niestety nie było czasu na zrobienie zdjęcia.

Kreta to przepiękna wyspa i mam nadzieję jeszcze kiedyś tam wrócić. Można wypocząć i przy okazji zapełnić pamięć w aparacie zdjęciami gratów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz