środa, 10 sierpnia 2016

WYPRAWA: Maluchem po Malucha

Piątkowe popołudnie. Siedziałem sobie wygodnie przy komputerze, przeglądałem fejsa. Wtem, pojawiło się powiadomienie o nowej prywatnej wiadomości na jednej z prowadzonych przeze mnie stron, na Fiat 126p Klub Warszawa. Zaglądam, trochę od niechcenia – zazwyczaj dostajemy wiadomości typu „s4s?” albo zapytanie, czy nie znamy kogoś, kto ma do sprzedania jakiegoś Malucha, oczywiście najlepiej do 1000 złotych, jak najstarszego i w idealnym stanie. Czasami zdarzają się wiadomości z ofertą sprzedaży. Tak też było tym razem. Napisała do nas córka Właścicielki Fiacika, której zależy, żeby wóz trafił w dobre ręce. Przeczytałem uważnie nową wiadomość, a następnie obejrzałem dołączone zdjęcia. Przyznaję, że serce zaczęło mi szybciej bić. Oto na ekranie laptopa widziałem białego Malucha z 1985 roku, czyli już „Przejściówkę”, za to w mojej ulubionej specyfikacji – bez listew bocznych, z wąskim bocznym wlotem, z blaszanymi zderzakami i starą deską rozdzielczą! Brakowało tylko najważniejszej informacji… Z pewną taką nieśmiałością, zapytałem o cenę. Spodziewałem się, że mocno ostudzi to moje zapędy… Ale nie! Wyjściowa propozycja okazała się dość korzystna, więc nie pozostało mi nic innego, jak poprosić o numer telefonu do Właścicielki. Przy okazji dowiedziałem się, że mimo warszawskich tablic, Maluch od lat stacjonuje na działce nieopodal Małkini. Rozmowa telefoniczna przebiegła bardzo sympatycznie, umówiliśmy się na niedzielę na spotkanie. 

Elegant się chłodzi po podróży, a my oglądamy '85

Niedziela. Przed nami nieco ponad 100 kilometrów trasy, którą postanowiliśmy pokonać… drugim Maluchem, moim Białym Elegantem ’94. Nie obyło się oczywiście bez utrudnień. Po skręcie z Broniewskiego na Trasę AK ujrzeliśmy… gigantyczny korek. Jak się później okazało, spowodowany kolizją w tunelu. Na szczęście zdążyliśmy odbić do Włościańskiej. Szybkie „przeliczenie trasy” – jedziemy do Mostu Gdańskiego i dalej, do Radzymińskiej. Na trasie szybkiego ruchu nasz Elegant wcale nie odstaje od innych uczestników ruchu – utrzymując stałą prędkość na poziomie 115-117 km/h (według gps), to my częściej wyprzedzamy niż jesteśmy wyprzedzani. Maksymalnie udaje mi się wycisnąć 119 km/h (na liczniku – 125). Po niecałych dwóch godzinach jazdy mijamy Małkinię i dojeżdżamy na miejsce. Z głównej drogi, pomiędzy drzewami, widać biały kształt nadwozia 126p, a otwarta brama zaprasza nas na posesję. Poznajemy Właścicieli, przesympatycznych ludzi. Zaczynamy oględziny wozu. Wszystko jest tak, jak powinno być. Karoseria jest w zaskakująco dobrej kondycji, mniej na niej śladów rdzy niż w ELu. Silnik, po pociągnięciu za dźwignię rozrusznika, odpala bez najmniejszego problemu.

Pierwsze tankowanie
Przy kawie i herbacie negocjujemy cenę, szybko udaje nam się porozumieć w tej kwestii. Spisujemy umowę i pakujemy kilka toreb części, które dodatkowo otrzymaliśmy. Pozostało pożegnać się z sympatycznymi Właścicielami i ruszyć w stronę Warszawy. W Małkini zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, by napoić obydwie bestie i dopompować koła w nowym nabytku. Podczas tankowania podjeżdża do nas facet na rowerze i pyta, czy nie chcemy dobrego rozrusznika, jak poczekamy chwilę, to on zaraz go przywiezie. Jako że zapasowych części nigdy dość, uzgadniamy cenę i pakujemy rozrusznik do bagażnika. Czas ruszyć w dalszą drogę. Zatrzymujemy się jeszcze tylko raz, po przejechaniu kilkunastu kilometrów, by podzielić się wrażeniami i zrobić szybką sesję zdjęciową. Podróż do Warszawy przebiega bez żadnych komplikacji, tym razem jedziemy spokojniej, utrzymując prędkość na poziomie 80-90 km/h. Jedynie w Markach musimy swoje odstać. 


Mijane po drodze malownicze lasy skłoniły nas do postoju i krótkiej sesji 
Na koniec, już blisko domu, ponownie zjeżdżamy do wodopoju. Licznik dzienny w Elegancie pokazuje 105 km od poprzedniego tankowania. Po zalaniu „pod korek”, biorę do ręki kalkulator i obliczam średnie spalanie. Elegant wypalił 5,15 L/100 km (najmniej, od kiedy go mamy), a ’85 zużył nieco więcej, bo 5,5 L/100 km.


Kolor się zgadza! W obu przypadkach mamy do czynienia z tym samym lakierem - 224 Bianco Corfu
Złamałem jedną ze swoich głównych zasad – pojechałem „w ciemno” po samochód, znajdujący się dwie godziny jazdy od domu. Na szczęście się nie rozczarowałem i śmiało mogę napisać – warto było! Jedyne do czego można mieć zastrzeżenia, to jakość usług świadczonych przez mechanika poprzednio serwisującego tego Maluszka…

Z tej perspektywy najmniej się różnią... Dzieli je 9 lat
Drzwi kierowcy i zderzaki - to zdecydowanie najgorsze elementy w tym aucie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz