poniedziałek, 10 sierpnia 2015

PORÓWNANIE: Ford Sierra vs Polonez Caro


Jak niektórzy wiedzą, w lutym tego roku, z powodu zakupu Happy Enda i braku czasu na tyle „projektów”, musiałem pożegnać się z moim Oliwkowym Caro, które trafiło w dobre ręce i ma teraz dużo lepiej niż u mnie. Ja jednak nie mogłem długo wytrzymać bez auta z klasycznym układem napędowym. I tak w maju nadarzyła mi się okazja nabycia Sierry w bardzo atrakcyjnej cenie i nieco mniej atrakcyjnym stanie. Warto też dodać, że tym razem dokonałem zakupu za pośrednictwem OLX, a nie jak dotąd, przy pomocy „karteczki”. Już gdy prowadziliśmy świeży nabytek pod dom, w mojej głowie zrodził się plan, by przeprowadzić porównanie mojej „nowej” Sierry z „byłym” Caro. Bartek, założyciel strony Freshtimers i zarazem obecny właściciel Poloneza, od razu przystał na mój pomysł. Teraz pozostało tylko zgrać grafiki i umówić się na wspólną przejażdżkę, co w tym tygodniu nareszcie się nam udało.




Nadwozie


Pierwsze wrażenie: Sierra jest wyraźnie dłuższa (w końcu to sedan) i niższa. Bez problemu można też zauważyć, w jak różnym stanie są opisywane samochody. W przypadku Poloneza mamy do czynienia z samochodem praktycznie nowym, „fabrycznym”, z kolei po Fordzie widać już „zmęczenie”. Abstrahując jednak od kondycji prezentowanych egzemplarzy, moim zdaniem to właśnie Sierra wygląda nowocześniej, bardziej współcześnie niż Polonez. A warto zaznaczyć, że to Ford jest starszy i to aż o 5 lat (rocznik 1992 vs Caro z rocznika ‘97). I tu jest pies pogrzebany, jak to się mówi. Za sprawą tej nieco archaicznej sylwetki (powiedzmy sobie szczerze – niewiele zmienionej od czasów „Borewicza”) wyrób FSO, choć dopiero pełnoletni i jeszcze daleki od „zabytkowego” wieku, w opinii wielu ma już status kultowego klasyka, którego warto ratować. A tymczasem 23-letnia Sierra jest uważana za zwyczajny wóz codziennego użytku, niewarty uwagi. Widać to zwłaszcza podczas jazdy – za Polonezem ludzie się oglądają, a za Fordem – nie za bardzo.

Wnętrze

„Powtórka z rozrywki” – choć Polonez jest młodszy (ciągle podkreślam, dokładnie o 5 lat!), to jednak wnętrze Sierry wygląda nowocześniej i jest wykonane z lepszych materiałów. Na plus dla Caro – bardzo czytelny i kompletny zestaw wskaźników z obrotomierzem oraz z niezależnym podświetleniem (włącza się wraz z zapłonem, niezależnie od świateł). Na minus dla Forda – w opisywanej wersji CL zamiast obrotomierza jest zegarek. Za to w kategorii wentylacji wnętrza Sierra deklasuje rywala. Sterowanie nagrzewnicą jest bardziej precyzyjne niż w Polonezie. Jako ciekawostkę można dodać, że w Fordzie dmuchawa działa cały czas, nawet w pozycji zerowej „chodzi” na niskich obrotach, usprawniając przepływ powietrza w kabinie. A we wnętrzu Caro na uwagę zasługuje także sposób, w jaki zdolni inżynierowie z FSO zamontowali zaślepkę radia – to po prostu kawałek plastiku, przykręcony dwoma wkrętami. 


Fotele Sierry zapewniają lepsze podparcie na zakrętach, ale jeśli chodzi o wygodę, wygrywa Polonez – jest bardziej „kanapowy”.

Przejażdżka

Nim przejdziemy do opisu wrażeń z jazdy, czas na pierwszą w historii tej strony tabelę z danymi technicznymi.

DANE TECHNICZNE
Ford Sierra
Polonez Caro
Silnik
benzynowy, wolnossący
benzynowy, wolnossący
Pojemność skokowa
1597 ccm
1598 ccm
Zasilanie
gaźnik
wtrysk jednopunktowy „Abimex”
Moc maksymalna
75 KM przy 5300 obr/min
80 KM przy 5200 obr/min
Maks. moment obrotowy
120 przy 2900 obr/min
125 Nm przy 3200 obr/min
Napęd/skrzynia biegów
tylny/ręczna
tylny/ręczna
Masa własna
1215 kg
1115 kg
OSIĄGI


Przyspieszenie 0-100 km/h
14,2 s
15,0 s
Prędkość maksymalna
165 km/h
155 km/h

Jak widzicie, mimo sporej różnicy wieku, pod względem parametrów silnika i osiągów obydwa auta są porównywalne. Mocniejszy „na papierze” Polonez, na drodze musi jednak uznać wyższość Forda.

Jeżdżąc Polonezem na co dzień, spokojnie można zrezygnować z karnetu na siłownię. Opisywany egzemplarz pozbawiony jest wspomagania kierownicy, co sprawia, że do szybkiego manewrowania (np. przy wyjeżdżaniu z miejsca parkingowego) potrzeba niezłej krzepy. Zmiana biegów także jest „wyjątkowa” – najpierw należy „wyrwać” dźwignię z dotychczasowego położenia, a potem zdecydowanym ruchem wbić kolejny bieg. To wszystko należy uczynić bez pośpiechu – sportowy model jazdy jest niewskazany. Ale nie jest aż tak źle – te wszystkie niedogodności rekompensuje komfortowe, miękkie zawieszenie. Tak, zdecydowanie, Polonez jest bardzo „kanapowy”. Kierowca i pasażerowie mają wrażenie, że auto wręcz „przepływa” po nierównościach jezdni. Inna sprawa, że na ostrych zakrętach i rondach także można odnieść wrażenie, że płynie się statkiem dalekomorskim – nadwozie dość mocno się przechyla, jednak daleko do przekroczenia tzw. bezpiecznej granicy. Niepodważalną zaletą jazdy tak zadbanym Polonezem jest przyciąganie wzroku przechodniów. To wszystko tworzy niepowtarzalny klimat. Mam wrażenie, że poruszam się dużo starszym autem niż jest to w rzeczywistości. I chyba właśnie w tym tkwi urok „Carówki”.

Teraz czas na Sierrę. Silnik jeszcze nie ostygł, więc zgodnie z instrukcją wciskam pedał gazu do połowy i kręcę rozrusznikiem, aż odpali. W lusterku widzę obłoczek niebieskiego dymu – podczas postoju olej spływa przez nieszczelne uszczelniacze do komory spalania. Wrzucam jedynkę i ruszam. Tutaj także brakuje wspomagania, ale inżynierom Forda udało się dobrać odpowiednie przełożenie układu kierowniczego i manewrowanie wcale nie wymaga nadludzkiego wysiłku. Kolejne biegi wrzuca się bez najmniejszego problemu, bardziej precyzyjnie niż w Polonezie. Jazda Sierrą nie zapewnia tylu wrażeń. Jazda tym samochodem praktycznie nie różni się od jazdy normalnym, współczesnym autem. Brakuje poczucia, że podróżuje się czymś wyjątkowym. W zamian jednak Ford oferuje lepsze osiągi, mniejsze zużycie paliwa i wręcz sportowe prowadzenie.





Podsumowanie

Co oczywiste, oba auta mają swoje zalety i wady, dlatego trudno wskazać jednoznacznego zwycięzcę. Obiektywnie, jako auto codziennego użytku wygrywa Ford. Ale bądźmy szczerzy, w przypadku starych aut przecież nie o rozsądek chodzi! I wtedy zwycięzcą okazuje się Polonez. Spełnia wszystkie kryteria weekendowo-zlotowego „klasyka” – jest wygodny, jazda nim jest wyjątkowa i co najważniejsze, skupia na sobie spojrzenia innych uczestników ruchu. Wydaje mi się, że w naszym kraju Sierra jeszcze przez długi czas nie będzie uważana za pełnoprawnego „klasyka”, bo nie budzi takiego sentymentu jak Polonez. W końcu nie bez powodu znalazła się u kol. Basisty na liście „niedocenionych youngtimerów”. Ponieważ Forda „mniej szkoda” sprawdzi się on lepiej jako „zabaweczka” dla tych, którzy lubią wykorzystać możliwości tylnego napędu i trochę pozarzucać tyłem na luźnej nawierzchni czy śniegu.
Ideał? Dla mnie byłaby to Sierra w takim stanie jak prezentowany Polonez – z niskim, oryginalnym przebiegiem, od nowości garażowana, dająca poczucia jazdy autem w stanie fabrycznym, „jak z salonu”. Najlepiej z „dwulitrówką” pod maską…

5 komentarzy:

  1. O, dzień dobry. Muszę przyznać, że Ściera ostatnio przemawia do mnie, acz wolałbym liftbacka. I, oczywiście, 2.0. I znam kogoś, kto jeszcze niedawno jeździł czymś takim. Będę musiał się odezwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Raciborzu ze 3 ma gość liftbacki :)

      Usuń
    2. A mi się właśnie od zawsze bardziej sedan podobał, wszak "prestiż" większy. A że się trafiła taka za "tysiaka", nie było co wybrzydzać ;-) A swap na 2.0 jest w planach, gdy 1.6 wyzionie ducha, co chyba niebawem nastąpi...

      Usuń
  2. Dobrze wiedzieć, że jeżdżę ideałem ;) Jeśli poldek zbiera się gorzej niż sierra z 1.6, to ja nie wiem… (chociaż pewnie na gaźniku nie jest aż tak źle, jak z CVH). Co do klasykowości, masz trochę racji, ale z odpowiednim nastawieniem sierra jest wg mnie taka w sam raz - wiesz, że jeździsz starym gratem, ale jest wygodnie i niezawodnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałem taką sierrę '92.
    Tyle że w CLXie, z DOHC, 4x4 i klimą. Jak było mokro to na drodze dorównywały mu jedynie quattro czy subaru...
    Polonez się mógł schować.

    OdpowiedzUsuń