Jak niektórzy wiedzą, w lutym tego roku, z
powodu zakupu Happy Enda i braku czasu na tyle „projektów”, musiałem pożegnać
się z moim Oliwkowym Caro, które trafiło w dobre ręce i ma teraz dużo lepiej
niż u mnie. Ja jednak nie mogłem długo wytrzymać bez auta z klasycznym układem
napędowym. I tak w maju nadarzyła mi się okazja nabycia Sierry w bardzo
atrakcyjnej cenie i nieco mniej atrakcyjnym stanie. Warto też dodać, że tym
razem dokonałem zakupu za pośrednictwem OLX, a nie jak dotąd, przy pomocy
„karteczki”. Już gdy prowadziliśmy świeży nabytek pod dom, w mojej głowie
zrodził się plan, by przeprowadzić porównanie mojej „nowej” Sierry z „byłym”
Caro. Bartek, założyciel strony Freshtimers i zarazem obecny właściciel Poloneza,
od razu przystał na mój pomysł. Teraz pozostało tylko zgrać grafiki i umówić
się na wspólną przejażdżkę, co w tym tygodniu nareszcie się nam udało.
Pierwsze wrażenie: Sierra jest wyraźnie dłuższa
(w końcu to sedan) i niższa. Bez problemu można też zauważyć, w jak różnym
stanie są opisywane samochody. W przypadku Poloneza mamy do czynienia z
samochodem praktycznie nowym, „fabrycznym”, z kolei po Fordzie widać już „zmęczenie”.
Abstrahując jednak od kondycji prezentowanych egzemplarzy, moim zdaniem to
właśnie Sierra wygląda nowocześniej, bardziej współcześnie niż Polonez. A warto
zaznaczyć, że to Ford jest starszy i to aż o 5 lat (rocznik 1992 vs Caro z
rocznika ‘97). I tu jest pies pogrzebany, jak to się mówi. Za sprawą tej nieco
archaicznej sylwetki (powiedzmy sobie szczerze – niewiele zmienionej od czasów
„Borewicza”) wyrób FSO, choć dopiero pełnoletni i jeszcze daleki od
„zabytkowego” wieku, w opinii wielu ma już status kultowego klasyka, którego
warto ratować. A tymczasem 23-letnia Sierra jest uważana za zwyczajny wóz codziennego
użytku, niewarty uwagi. Widać to zwłaszcza podczas jazdy – za Polonezem ludzie
się oglądają, a za Fordem – nie za bardzo.
Wnętrze
„Powtórka z rozrywki” –
choć Polonez jest młodszy (ciągle podkreślam, dokładnie o 5 lat!), to jednak
wnętrze Sierry wygląda nowocześniej i jest wykonane z lepszych materiałów. Na
plus dla Caro – bardzo czytelny i kompletny zestaw wskaźników z obrotomierzem
oraz z niezależnym podświetleniem (włącza się wraz z zapłonem, niezależnie od
świateł). Na minus dla Forda – w opisywanej wersji CL zamiast obrotomierza jest
zegarek. Za to w kategorii wentylacji wnętrza Sierra deklasuje rywala.
Sterowanie nagrzewnicą jest bardziej precyzyjne niż w Polonezie. Jako
ciekawostkę można dodać, że w Fordzie dmuchawa działa cały czas, nawet w
pozycji zerowej „chodzi” na niskich obrotach, usprawniając przepływ powietrza w
kabinie. A we wnętrzu Caro na uwagę zasługuje także sposób, w jaki zdolni
inżynierowie z FSO zamontowali zaślepkę radia – to po prostu kawałek plastiku,
przykręcony dwoma wkrętami.
Fotele Sierry
zapewniają lepsze podparcie na zakrętach, ale jeśli chodzi o wygodę, wygrywa
Polonez – jest bardziej „kanapowy”.
Przejażdżka
Nim przejdziemy do
opisu wrażeń z jazdy, czas na pierwszą w historii tej strony tabelę z danymi
technicznymi.
DANE TECHNICZNE
|
Ford Sierra
|
Polonez Caro
|
Silnik
|
benzynowy,
wolnossący
|
benzynowy,
wolnossący
|
Pojemność skokowa
|
1597
ccm
|
1598
ccm
|
Zasilanie
|
gaźnik
|
wtrysk
jednopunktowy „Abimex”
|
Moc maksymalna
|
75
KM przy 5300 obr/min
|
80
KM przy 5200 obr/min
|
Maks. moment obrotowy
|
120
przy 2900 obr/min
|
125
Nm przy 3200 obr/min
|
Napęd/skrzynia biegów
|
tylny/ręczna
|
tylny/ręczna
|
Masa własna
|
1215
kg
|
1115
kg
|
OSIĄGI
|
||
Przyspieszenie 0-100 km/h
|
14,2
s
|
15,0
s
|
Prędkość maksymalna
|
165
km/h
|
155
km/h
|
Jak widzicie, mimo sporej różnicy wieku, pod
względem parametrów silnika i osiągów obydwa auta są porównywalne. Mocniejszy
„na papierze” Polonez, na drodze musi jednak uznać wyższość Forda.
Jeżdżąc Polonezem na co
dzień, spokojnie można zrezygnować z karnetu na siłownię. Opisywany egzemplarz
pozbawiony jest wspomagania kierownicy, co sprawia, że do szybkiego
manewrowania (np. przy wyjeżdżaniu z miejsca parkingowego) potrzeba niezłej
krzepy. Zmiana biegów także jest „wyjątkowa” – najpierw należy „wyrwać”
dźwignię z dotychczasowego położenia, a potem zdecydowanym ruchem wbić kolejny
bieg. To wszystko należy uczynić bez pośpiechu – sportowy model jazdy jest
niewskazany. Ale nie jest aż tak źle – te wszystkie niedogodności rekompensuje
komfortowe, miękkie zawieszenie. Tak, zdecydowanie, Polonez jest bardzo
„kanapowy”. Kierowca i pasażerowie mają wrażenie, że auto wręcz „przepływa” po
nierównościach jezdni. Inna sprawa, że na ostrych zakrętach i rondach także
można odnieść wrażenie, że płynie się statkiem dalekomorskim – nadwozie dość
mocno się przechyla, jednak daleko do przekroczenia tzw. bezpiecznej granicy. Niepodważalną
zaletą jazdy tak zadbanym Polonezem jest przyciąganie wzroku przechodniów. To
wszystko tworzy niepowtarzalny klimat. Mam wrażenie, że poruszam się dużo
starszym autem niż jest to w rzeczywistości. I chyba właśnie w tym tkwi urok
„Carówki”.
Teraz czas na Sierrę.
Silnik jeszcze nie ostygł, więc zgodnie z instrukcją wciskam pedał gazu do
połowy i kręcę rozrusznikiem, aż odpali. W lusterku widzę obłoczek niebieskiego
dymu – podczas postoju olej spływa przez nieszczelne uszczelniacze do komory
spalania. Wrzucam jedynkę i ruszam. Tutaj także brakuje wspomagania, ale
inżynierom Forda udało się dobrać odpowiednie przełożenie układu kierowniczego
i manewrowanie wcale nie wymaga nadludzkiego wysiłku. Kolejne biegi wrzuca się
bez najmniejszego problemu, bardziej precyzyjnie niż w Polonezie. Jazda Sierrą
nie zapewnia tylu wrażeń. Jazda tym samochodem praktycznie nie różni się od
jazdy normalnym, współczesnym autem. Brakuje poczucia, że podróżuje się czymś
wyjątkowym. W zamian jednak Ford oferuje lepsze osiągi, mniejsze zużycie paliwa
i wręcz sportowe prowadzenie.
Podsumowanie
Co oczywiste, oba auta
mają swoje zalety i wady, dlatego trudno wskazać jednoznacznego zwycięzcę. Obiektywnie,
jako auto codziennego użytku wygrywa Ford. Ale bądźmy szczerzy, w przypadku
starych aut przecież nie o rozsądek chodzi! I wtedy zwycięzcą okazuje się
Polonez. Spełnia wszystkie kryteria weekendowo-zlotowego „klasyka” – jest
wygodny, jazda nim jest wyjątkowa i co najważniejsze, skupia na sobie
spojrzenia innych uczestników ruchu. Wydaje mi się, że w naszym kraju Sierra
jeszcze przez długi czas nie będzie uważana za pełnoprawnego „klasyka”, bo nie
budzi takiego sentymentu jak Polonez. W końcu nie bez powodu znalazła się u kol.
Basisty na liście „niedocenionych youngtimerów”. Ponieważ Forda „mniej
szkoda” sprawdzi się on lepiej jako „zabaweczka” dla tych, którzy lubią
wykorzystać możliwości tylnego napędu i trochę pozarzucać tyłem na luźnej
nawierzchni czy śniegu.
Ideał? Dla mnie byłaby
to Sierra w takim stanie jak prezentowany Polonez – z niskim, oryginalnym
przebiegiem, od nowości garażowana, dająca poczucia jazdy autem w stanie
fabrycznym, „jak z salonu”. Najlepiej z „dwulitrówką” pod maską…

O, dzień dobry. Muszę przyznać, że Ściera ostatnio przemawia do mnie, acz wolałbym liftbacka. I, oczywiście, 2.0. I znam kogoś, kto jeszcze niedawno jeździł czymś takim. Będę musiał się odezwać.
OdpowiedzUsuńW Raciborzu ze 3 ma gość liftbacki :)
UsuńA mi się właśnie od zawsze bardziej sedan podobał, wszak "prestiż" większy. A że się trafiła taka za "tysiaka", nie było co wybrzydzać ;-) A swap na 2.0 jest w planach, gdy 1.6 wyzionie ducha, co chyba niebawem nastąpi...
UsuńDobrze wiedzieć, że jeżdżę ideałem ;) Jeśli poldek zbiera się gorzej niż sierra z 1.6, to ja nie wiem… (chociaż pewnie na gaźniku nie jest aż tak źle, jak z CVH). Co do klasykowości, masz trochę racji, ale z odpowiednim nastawieniem sierra jest wg mnie taka w sam raz - wiesz, że jeździsz starym gratem, ale jest wygodnie i niezawodnie ;)
OdpowiedzUsuńMiałem taką sierrę '92.
OdpowiedzUsuńTyle że w CLXie, z DOHC, 4x4 i klimą. Jak było mokro to na drodze dorównywały mu jedynie quattro czy subaru...
Polonez się mógł schować.