niedziela, 21 czerwca 2015

Prawie kupiłem: Łada Samara 1300S

Jedyna fotka wozu. Niestety Właściciel nie zgodził się na robienie zdjęć podczas oglądania

Ta historia zaczęła się pomyślnie: Starszy Pan znalazł kartkę na swoim samochodzie i do mnie zadzwonił. Początkowo zachodziłem w głowę, o którą Samarę konkretnie chodzi (jest ich w mojej okolicy jeszcze kilka), ale adres podany przez mojego rozmówcę rozwiał moje wątpliwości – mówiliśmy o całkiem niezłym, trzydrzwiowym egzemplarzu z 1992 roku, który stoi na zamykanym parkingu. Jedna rzecz nie dawała mi jeszcze spokoju – z rozmowy wynikało, że Starszy Pan znalazł moje ogłoszenie za wycieraczką auta, podczas gdy ja na 100% powiesiłem je na ogrodzeniu, nie mając lepszego dostępu. Najwidoczniej znalazł się jakiś życzliwy sąsiad, który widząc kartkę na płocie, przełożył ją na Ładę, a nie wyrzucił do śmieci, jak się spodziewałem. Jednak są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie.


Spotkaliśmy się dwa dni później. Jestem kilka minut przed przyjściem sprzedającego, oglądam sobie „moją” Samarę przez płot. Pierwszy raz mam okazję dłużej jej się przyjrzeć i od razu rozczarowanie – lakier jest w opłakanym stanie. No nic, myślę sobie, zaoferuję „pińcet”, przejeżdżę zimę i się zobaczy co dalej. Drugie zaskoczenie, trochę milsze, zauważyłem wlew gazu, czyli przynajmniej można tym tanio jeździć. Koniec tego szpiegowania, przychodzi właściciel. Od razu ujawnia powód sprzedaży (klasyk): stan zdrowia nie pozwala mu na dalszą eksploatację Ładziny. Dobrze, dostaję do ręki kluczyki, oglądamy. W bagażniku sporo zapasowych części – w myślach już liczę ich wartość i tym samym zaoszczędzone pieniądze. Entuzjazm jednak nie trwa długo. Podnoszę wykładzinę i od razu zauważam rdzę po bokach podłogi bagażnika. Przy szlifowaniu wyszłyby już dziury na wylot. Czas zajrzeć pod spód. Lewa strona – ok, prawa – spora dziura pod nogami pasażera, przy wstawaniu zauważam sporą dziurę na przednim słupku. Te mankamenty nie robią na Starszym Panu jednak większego wrażenia, w końcu „to można sobie zrobić”. Pytam, czy możemy przejechać się kawałek – inaczej niż w przypadku Volvo, właściciel daje mi prowadzić. Sprzedający idzie otworzyć bramę, a ja próbuję wskoczyć za kierownicę. Próbuję, bo na wstępie przegrywam z zacinającą się klamką, po chwili jednak udaje mi się wejść do środka. I tu kolejna przykra niespodzianka – wnętrze stanowi obraz nędzy i rozpaczy. Deska rozdzielcza jest popękana od słońca, a z boczków drzwiowych odkleja się skaj. Uruchamiam silnik, wrzucam jedynkę  i odkrywam kolejną rzecz do zrobienia -  sprzęgło bierze przy samej górze. Wsiada Starszy Pan i ruszamy zrobić rundkę po osiedlu. Wyjeżdżając z parkingu, Samara dostaje kolejny minus – dźwignia kierunkowskaz nie odbija sama po skręcie, trzeba tego pilnować samemu. Dowiaduję się też, że od dwóch lat Łada jeździ tylko na LPG, bo „wie pan, benzyna teraz droga”. Wrażenia z jazdy testowej? Choć na liczniku widnieje dość realne 90 tysięcy km przebiegu, to jednak jazda tym autem nie należy do przyjemności. No dobra, przyznaję, jazda jakimkolwiek starym gratem daje mi sporo frajdy, ale… Ta Samara jest zbyt zaniedbana, by na poważnie zastanawiać się nad jej kupnem… Chyba, że za „500”, wtedy warto. Przejeździć zimę, a na wiosnę oddać na złom lub sprzedać dalej. Skoro o pieniądzach mowa…

Czas porozmawiać o cenie. W tym momencie Miły Starszy Pan przeistoczył się w Typowego Grzyba. Oto krótki dialog:
- Dobrze, to proszę mi jeszcze tylko powiedzieć, o jakiej cenie Pan myśli za ten samochód?
- No, myślę, że wypada wziąć tak ze trzy...
- Trzy? Trzy tysiące?
- No tak, przecież teraz nawet dobry rower więcej kosztuje!

KURTYNA

Właściciel pozostał niewzruszony na moją uwagę, że dobry, markowy rower to ja za połowę tej kwoty kupiłem...

EPILOG: Od czasu naszego spotkania, nie kontaktowałem się już w Właścicielem tej Łady. Zgodnie z moimi przewidywaniami, niemalże równo z końcem roku kalendarzowego, Samara zniknęła z dotychczasowego miejsca postoju. Dziś sprawdziłem jej numer rejestracyjny w UFG, od grudnia 2014 roku nie ma już OC. Nie wierzę jednak, by ktoś ją przerejestrował (co tłumaczyłoby brak polisy na starym numerze). Najprawdopodobniej Właściciel w końcu zgodził się przyjąć "pińcet", ale od złomiarzy, a Łada skończyła na Strażackiej lub w innym podobnym miejscu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz