poniedziałek, 9 grudnia 2013

Prawie kupiłem: Skoda Favorit

Pierwsze wrażenia
Opisywany egzemplarz znam od wielu lat. Od kiedy pamiętam parkuje przy bazarku na moim osiedlu. Kilka dni temu wracając z zajęć postanowiłem przejechać się uliczką, przy której zwykle stoi. Jakie było moje zdziwienie, gdy ujrzałem kartkę "Sprzedam" na szybie. Szybko zaparkowałem swój wóz i lecę oglądać. Skoda Favorit, rocznik 1991, pierwszy właściciel. Spisałem numer, dzwonię. Odebrał miły Starszy Pan, umówiłem się na następny dzień na oglądanie tego cuda.
Z tej strony prezentuje się całkiem nieźle...


Oglądamy
Jesteśmy na miejscu, dzwoniłem już do właściciela, ma zaraz przyjść i pokazać nam auto. Teraz chyba najlepszy moment oglądania: w oczekiwaniu na właściciela, możemy na spokojnie obejrzeć samochód. Pierwsze co rzuca się w oczy to rdza na progach i dołach drzwi. W sumie, nic strasznego, dawno już nie widziałem Favoritki w tej cenie (poniżej 1000 PLN), która nie byłaby zardzewiała. Przyklękam, sprawdzam podłogę. No niestety, kierowca niedługo będzie mógł jeździć niczym Fred Flinstone. W momencie, gdy przyglądam się badawczo oklejonym taśmą lusterkom, nadchodzi właściciel. Przechodzimy do właściwego "testu".
Właśnie dostaję do rąk kluczyki
Otwieram drzwi, wsiadam. Od razu zauważam, że oparcie fotela kierowcy nienaturalnie się buja. No cóż, pewnie właściciel z racji wieku ma kłopoty z wysiadaniem i "coś" się wyłamało. Rzut oka na licznik, widnieje na nim fajna wartość 87087 km przebiegu. Zwracam na to uwagę właściciela. "Aaa, licznik to już kilka lat nie działa, ale więcej jak 150 tysięcy to on nie ma" - szybko dodał. Zaglądamy pod maskę. Pierwsze co zauważam to błyszcząca, nowa chłodnica. Póki co pierwszy "plus" dla auta. Podłużnice wyglądają ok, nie ma śladów korozji. Zamykamy maskę, otwieramy pokrywę bagażnika. W środku panuje "artystyczny nieład", torba z zakupami, narzędzia, apteczka itp. Podnoszę wykładzinę, podłoga wygląda nieźle, dziur brak.
Taka tam rdza
Próbuję wsiąść na tylną kanapę, ale drzwi nie chcą współpracować. "Aaa, bo one coś tak ostatnio, to można przy okazji zajrzeć. Ale te z lewej otwierają się bez problemu" - dodał właściciel. Czyli de facto to nie jest samochód pięciodrzwiowy, tylko cztero-. Nie ważne. Nadszedł już czas na jazdę próbną. Wsiadamy z właścicielem do środka. Ustawiam fotel, lusterek nawet nie próbuję (sprawiają wrażenie, że jeśli zrobię jeden nieostrożny ruch, odpadną). Odpalam. Załącza się ssanie (automatyczne!) i szukam włącznika świateł. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim: nie ma jednego pokrętła czy włącznika. Światła pozycyjne i mijania włącza się osobnymi przyciskami na lewo od zegarów. Ach ta czeska fantazja. Ruszamy. Zwracam uwagę na palącą się kontrolkę ładowania. Właściciel uspokaja: "Spokojnie, ona gaśnie jak się trochę przejedzie". Rzeczywiście, po kilkuset metrach zgasła.

Spalona słońcem tablica potwierdza, że auto więcej stoi niż jeździ
Przejażdżka
Jechaliśmy osiedlowymi uliczkami, na których roiło się od progów zwalniających, więc można było przetestować elastyczność silnika, hamulce i zawieszenie. Po pokonaniu kilkunastu śpiących policjantów stwierdzam: w podwoziu "nic nie stuka, nic nie puka", auto rozpędza się w sposób wystarczający i podobnie hamuje. Jedynie wyłamane oparcie powodowało, że czułem się jakbym siedział na fotelu bujanym. No i w dodatku kierunkowskaz trzeba było ręcznie wyłączać, a brak wspomagania sprawia, że karnet na siłownię staje się niepotrzebny. Jazda testowa to też świetna okazja do porozmawiania z właścicielem. Skodę kupił jako nową w 1991 roku, gdy przechodził na emeryturę.Co ciekawe, jest to jego pierwsze auto. Służyła głównie do dojazdu na działkę. Nigdy nie miał z nią problemów. A dlaczego sprzedaje? OC kończy się 31 grudnia, a poza tym z racji wieku (ponad 80 lat) uznał, że już nie czuje się na tyle pewnie, by prowadzić.


Podsumowanie

Skoda Favorit to zdecydowanie ciekawe auto. Moim zdaniem stanowi obecnie realną alternatywę dla takich "klasyków" i "legend PRL-u" jak Polonez Caro czy Maluch "Elegant", których sporo na wszelkiego typu zlotach i spotach. Do tego pięciodrzwiowe nadwozie oraz pojemny i funkcjonalny bagażnik czynią z "faworytki" samochód, którym bez większych wyrzeczeń można jeździć na co dzień. Warto przejść się po osiedlu i rozejrzeć, czy przypadkiem nie stoi jakaś "z kartką", bo kończy się jej ubezpieczenie. Należy pamiętać jednak, że fakt, iż auto ma "czarne blachy" i jednego właściciela od nowości to obecnie nie jest do końca zaleta. Takie auta, należące do starszych osób, są zazwyczaj dość zaniedbane. Dlaczego? Po prostu, ludzie w podeszłym wieku mają ważniejsze wydatki (np. lekarstwa), a stan auta schodzi na drugi, trzeci plan. Podobnie jest też w tym przypadku. Prezentowana Favoritka jest, najogólniej mówiąc, "zapuszczona". Widać, że oszczędzano na jej naprawach. W końcu to jest przede wszystkim zwykły samochód, który przez te wszystkie lata po prostu woził właściciela z punktu A do punktu B i tak też był traktowany.  Doprowadzenie tego auta do idealnego stanu mija się z celem, ponieważ kwota potrzebna na remont znacznie przewyższyłaby wartość zadbanego egzemplarza.

1 komentarz: